Kobiety za kamery! Cz. 2.

Z cyklu: Czy kino jest kobietą?

W poprzednim tekście z tej serii skupiałam się na kobietach reżyserkach, które zostały nominowane do Oscara w kategorii najlepsza reżyseria. Niestety, nie było ich wiele, a statuetkę zdobyła tylko jedna z nich. W kolejnych częściach tej serii, chciałabym rozszerzyć krąg zainteresowań i przyjrzeć się kobietom z całego świata, które stanęły za kamerami - zaczynając od własnego podwórka.

Jeśli zapytać przypadkowych przechodniów na ulicy o Polki, które trudnią się reżyserią, myślę, że większości przyszłoby na myśl tylko jedno nazwisko — Holland. I rzeczywiście jest ona jedną z nielicznych, rozpoznawalnych w szerszych kręgach, polskich reżyserek. Jej dorobek filmowy jest bardzo okazały, a same dzieła doceniane na festiwalach filmowych na całym świecie. Angażuje się ona nie tylko w tworzenie filmów, ale również seriali (reżyserowała m.in. kilka odcinków House of Cards, Prawa ulicy, jest również jedną z twórczyń pierwszego polskiego serialu dla platformy Netflix — 1983). Ciężko jest mi zdecydować się na jeden czy dwa filmy godne polecenia, ponieważ jej filmografia jest na tyle zróżnicowana, że każdy odnajdzie w niej to, czego w danej chwili szuka. Myślę jednak, że filmem, który powinno się zobaczyć, chociażby dlatego, że jest on adaptacją dzieła noblistki Olgi Tokarczuk, jest Pokot. Obraz ten był polskim kandydatem do Oscara w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny (nie otrzymał nominacji). Opowiada o losach emerytowanej pani inżynier, która uwikłana jest w śledztwo w sprawie zaginięć i morderstw okolicznych myśliwych.

Nasze rodzime kino to nie tylko Agnieszka Holland. Szczególnie w ostatnich latach pojawiło się kilka ciekawych nazwisk, które warto obserwować. Świetnym przykładem jest Kinga Dębska. Zaczynała ona od reżyserii seriali (M jak miłość, Na dobre i na złe, Barwy szczęścia), jednak to Moje córki krowy przyniosły jej uznanie i przychylność krytyków. Jak sama podkreśla, film ten jest  dla niej pewnego rodzaju terapią i autobiografią. Opowiada o losach dwóch sióstr, które choć są z innych światów, muszą połączyć siły w obliczu choroby swojego ojca. Brakuje w polskim kinie komediodramtów, dlatego nie dziwi tak duża frekwencja widzów w kinach. Sama miałam okazję spotkać się z reżyserką po seansie tego dzieła, co jeszcze bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu o tym, że warto czekać na inne jej filmy. Kolejny głośny obraz Zabawa, zabawa również nie zawodzi, jednak temat jaki podejmuje (alkoholizom wśród kobiet) jest bardziej poważny.

W kontekście kina głośno zrobiło się również o Marii Sadowskiej za sprawą Dnia kobiet - filmu opowiadającego o losach pracownicy supermarketu. Ukazane w nim zostały groźne zjawiska i zachowania. Seksizm, wyzysk, przemoc, zmowa milczenia — to tylko niektóre z nich. Jej kolejny film — Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej — również przyciągnął do kin tłumy widzów. Historia tytułowej bohaterki jest puntem wyjścia dla rozważań o tym, co wolno, a czego nie wolno kobiecie. Mimo że czasy akcji tego filmu mamy dawno za sobą, to problemy, z którymi boryka się Wisłocka, są wciąż aktualne.

Podobnie do Kingi Dębskiej zaczynała Agnieszka Smoczyńska. Pierwsze kroki w reżyserii stawiała na planie takich seriali jak Plebania. Uwagę widzów i krytyków zwróciła dość niedawno filmem Córki dancingu. Historia warszawskich syren pracujących w nocnych lokalach nie jest dziełem dla każdego. Absurd, humor, elementy horroru mieszają się ze sobą, powodując, że obraz ten albo się kocha, albo nienawidzi. Późniejsza Fuga również podzieliła odbiorców. Smoczyńska jest także jedną ze współreżyserek wspomnianego już serialu 1983.

W 2017 r. z impetem w filmowy świat wkroczyła Jagoda Szelc. Swoją karierę rozpoczęła już 7 lat wcześniej, jednak to Wieża. Kasy dzień przyniósł jej rozgłos i wielkich fanów, jak i przeciwników. Wspomniany tytuł nie jest filmem łatwym. Nietrudno się od niego odbić — niezwykle ciepło przyjęty przez krytyków, skrajnie przez pozostałych widzów. Portal Filmweb klasyfikuje ten obraz jako thriller/psychologiczny. W rzeczywistości jednak mamy tu pomieszanie wielu gatunków i stylów. Do kategorii, w jakich możemy go rozpatrywać, powinno dopisać się dramat, film obyczajowy, a nawet horror czy science fiction. Cała historia poprowadzona jest w sposób skrajnie naturalistyczny. Czasem odnosi się wrażenie, że film nie posiada szczegółowego scenariusza, a dialogi są w całości tworem aktorów. Z dziełem tym warto jest się zapoznać i samemu wyrobić o nim zdanie.

Małgorzata Szumowska, Urszula Antoniak, Joanna Kos-Krauze, Katarzyna Rosłaniec, Barbara Białowąs — to jeszcze tylko kilka dodatkowych nazwisk z dość licznego (choć wciąż niewielkiego w porównaniu z mężczyznami) grona polskich reżyserek. Widać, że w ostatnim czasie kobiet trudniących się tym fachem w naszym kraju przybywa, co jest bardzo dobrą oznaką rozwoju rodzimego kina. Dzięki tym twórczyniom mamy okazję spojrzeć na świat z kobiecej perspektywy lub mocniej utożsamić się z bohaterkami ich dzieł. Z nadzieją patrzę na przyszłość tej branży i wyczekuję kolejnych świetnych seansów oraz spektakularnych debiutów. W kolejnym tekście z tej serii przyjrzymy się reżyserkom z krajów europejskich.

29.06.2020

Karolina — absolwentka filozofii, wciąż zdobywa wiedzę na uniwersytecie. Zaangażowana w działalność organizacji studenckich. Interesuje się sztuką, ekologią i polityką. W wolnym czasie nałogowo ogląda filmy i gotuje. Chciałaby zmieniać świat na lepsze.
 
X
Porozmawiajmy na czacie!